Powód? Jak grzyby po deszczu wyrastają prywatne parkingi, gdzie godzina postoju jest trzy razy tańsza niż na lotnisku. – Musimy się z tym pogodzić – deklarują władze portu
Gdy dwa lata temu na placach, podwórkach i gospodarstwach wokół Pyrzowic zaczęły powstawać prywatne parkingi, Górnośląskie Towarzystwo Lotnicze nie było tym zachwycone. Tadeusz Czapla, który razem z zięciem i żoną wyburzył stare silosy, utwardził plac i stworzył pierwszy prywatny parking w okolicy, pamięta, że nie mógł opędzić się od kontroli. Nadzór budowlany, sanepid, straż pożarna. Gdy jedni kontrolerzy wychodzili, drudzy czekali już za drzwiami. – To był zmasowany atak – wspomina pan Tadeusz.
Ale parking przetrwał i fali nie dało się już zatrzymać. Jak grzyby po deszczu wokół lotniska zaczęły powstawać kolejne miejsca postojowe. Nawet właściciele gospodarstw oddalonych o kilka kilometrów zaczęli utwardzać każdy kawałek wolnej ziemi. Efekt? Dziś na prywatnych parkingach jest już około dwóch tysięcy miejsc, czyli tyle, ile na samym lotnisku. I co najważniejsze, mieszkańcy wciąż wygrywają rywalizację o klientów niższymi cenami. Doba postoju u nich kosztuje 15 zł, podczas gdy na lotnisku trzeba zapłacić 50 zł. Różnica jest jeszcze większa przy dłuższym parkowaniu. Gdy na tydzień zostawimy auto u gospodarza zapłacimy 50 zł, zaś na lotnisku – cztery razy więcej! Z przyciągnięcia klientów nie zrezygnowali nawet właściciele parkingów znajdujących się kawał drogi od lotniska – dowożą ich w obie strony busem.
Wygląda na to, że władze lotniska skapitulowały już przed tymi konkurentami. Artur Tomasik, prezes GTL-u, przyznał w poniedziałek, że port rezygnuje z planów budowy wielopoziomowych parkingów, które miały stanąć obok terminali pasażerskich. Po pierwsze są bardzo drogie, po drugie – niepotrzebne. – Razem z parkingami należącymi do mieszkańców mamy już ponad 4 tysiące miejsc. Przy obecnym ruchu pasażerskim to w zupełności wystarczy – przekonuje prezes Tomasik.
Na obniżenie cen na lotniskowym parkingu, niestety, nie ma szans.- Nasze ceny skalkulowane są na optymalnym poziomie -wyjaśnia prezes GTL-u.
Właściciele parkingów cieszą się z tych wiadomości. Według Tadeusza Czapli lotnisko już dawno powinno zdecydować się na taki krok. – Prawdę mówiąc, nie miało innego wyjścia, jak zaakceptowanie konkurencji, bo zawsze będzie mieć wyższe koszty niż my – mówi Czapla i wyjaśnia, że przy prowadzeniu parkingu rodzina musi się sporo nabiegać, ale oszczędzają na tej całej administracji, która jest na lotnisku. Prowadzenie parkingu traktuje jako okazję do wyrównania rachunków krzywd. – Bo proszę pana, do tej pory z lotniskiem mieliśmy tylko same kłopoty: hałas, zagarnięte pola uprawne, a jak było jeszcze wojsko, to i zamykane co jakiś czas drogi. Teraz możemy przynajmniej na tym lotnisku trochę zarobić – mówi pan Tadeusz.
Mimo rezygnacji z budowy nowego parkingu na zawieszenie broni między lotniskiem a okolicznymi mieszkańcami się nie zanosi. GTL nie we wszystkim zamierza iść gospodarzom na rękę, przekonali się o tym np. ci, którzy odwożą swoich klientów busami. Nie muszą płacić za wjazd na teren lotniska, o ile wyjadą najpóźniej po pięciu minutach, ale w tak krótkim czasie przecież trudno jest się wypakować z bagażami. Z tego powodu między właścicielami parkingów a GTL-em narasta konflikt. Ci pierwsi mówią o celowej złośliwości. – Powinni wprowadzić jakieś karnety, a nie robić taki cyrk, będziemy się tego domagać – zapowiadają mieszkańcy.
Źródło: gazeta.pl
Styczeń 21st, 2010
Michał
Napisany w